Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/to-warstwa.pila.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- zapytał. - Widzę przecież, że mi nie ufasz.

filtrem jego opalona na czerwono skóra sprawiała,

- zapytał. - Widzę przecież, że mi nie ufasz.

Zajęta tymi myślami, nie zwracała uwagi na to, co się wokół niej
sprawdźcie, czy żaden z nich nie podążył za którąś z ofiar.
Poszedł do łóżka z Sheilą. Ją, Kelsey, przyłapał na
pomyślała.
Jessicą o ziemię, jakby chciał pogruchotać jej kości.
zaraz wyjdziesz. Gdyby to zależało ode mnie, posiedziałbyś
Prawo jest beznadziejne... A więzienia
kiedy ciebie nie będzie.
- Z to ja pochodzę z długiej linii gliniarzy... Stacey pogłaskała go po
- Nieprawda. To ty pojechałeś za mną do Lathama,
- To co teraz?
wchodziły do szatni.
- Mamy też do czynienia z handlarzami narkotyków,
skoro chcesz zostawić Mary pod ich opieką?

oplatała jej włosy, przeguby, kostki i usta. Hayes domyślał się, że na wstążce znajdą ślady

powinien umieć wyobrazić sobie jej twarz.
Ziewnęła. Explorer trzymał się za nią, towarzyszył jej na wąskiej dwupasmówce, która
Głosy nad głową przybierały na sile, było ich coraz więcej, choć ze względu na mgłę
od lat marzy mi się papieros, tak dla uspokojenia nerwów, ale ignoruję to pragnienie.
nie wiem, zmagasz się ze starymi uczuciami, z którymi nie uporałeś się do tej pory, zawsze
szorty i bluzkę wiązaną pod pachą. Identyfikator na piersi głosił, że jest to Rebecca Allison –
mgłą zwierciadle zarzucała jej tchórzostwo. Miała wyrzuty sumienia, choć milczała
Kaszląc i prychając, przyciągnęła głowę napastniczki bliżej prętów i zamachnęła się
Już wyciągała rękę po zapasowy klucz do jego pokoju, przekonana, że zatrzasnął drzwi.
– Rozmawiałem z przyjaciółką Jennifer. Powiedziała, że James i Jenntfer spotykali się w
– Fernando zna wiele dziewcząt. Ale nie słyszałem, żeby którejś pożyczał samochód.
sam wezwałem policję?
A jeśli coś jej się stało? Nie, niemożliwe. Adam mówił przecież, że się z nią kontaktował. Wystarczy poprosić o telefon do Rebeki, i tyle, a potem... potem... no cóż, chyba musi pójść na policję. Na policję? Oszalałaś? Na litość boską, Caitie-Did, zamkną cię! Nie rób głupstw! Poczekaj. Poczekaj jeszcze jeden dzień. Na Boga, uspokój się. Ale w żaden sposób nie mogła uspokoić walącego serca. Wcierała szampon we włosy, mydliła ciało, a jej myśli cały czas gnały jak szalone. Wychodząc spod prysznica i sięgając po ręcznik, musiała przytrzymać się ściany. Nogi miała jak z waty. Zadzwonił telefon. Nie powinna odbierać; to pewnie znów dziennikarze. A jeśli to Kelly? Albo Adam? Wytarła włosy. Telefon znów zadzwonił. Owinęła się ręcznikiem i ociekając wodą, zmusiła nogi do biegu przez sypialnię. - Słucham? - powiedziała z bijącym sercem, z trudem łapiąc oddech i podtrzymując opadający ręcznik. - Mamusiu? - usłyszała dziecięcy głos. Był cichy. Przytłumiony... jakby dochodził z bardzo daleka. Caitlyn omal nie zemdlała. - Jamie? - wyszeptała. Powoli opadła na materac, próbując zebrać myśli. - Mamusiu? Gdzie jesteś? - Tak cicho. Tak niewyraźnie. - Jamie! - Nie, to niemożliwe. Jamie nie żyje. Nie żyje! Odeszła, gdy miała zaledwie trzy lata. Caitlyn zaczęła się trząść. - Kto mówi? - wydusiła z siebie. - Dlaczego mi to robisz, ty sukinsynu? - Mamusiu? - znów odezwał się delikatny głosik. Jeszcze cichszy. Jakby zmieszany. Poczuła ból w sercu. Dłoń zacisnęła w pięść, palce wpiły się w kołdrę. - Jamie! - To niemożliwe. Niemożliwe. A może. Gdyby tylko... - Kochanie? - wyszeptała. W głowie jej wirowało, straciła poczucie miejsca i czasu. - Jamie... jesteś tam? Cisza... tylko jakiś szum... Telewizora? O Boże! Caitlyn czuła, że coś w niej pęka. W gardle nagle jej zaschło, przełknęła ślinę i szczękając zębami, powiedziała: - Kochanie? Mamusia jest tutaj. Mamusia jest tutaj... Trzask! Połączenie zostało przerwane. - Nie! - krzyknęła rozpaczliwie. - Nie odkładaj słuchawki! Jamie! Córeczko! - Była przerażona, ale przecież wiedziała, że głos w słuchawce nie mógł być głosem jej ukochanego dziecka. Córeczka nie żyje. Tak jak inni. Do oczu napłynęły jej łzy. Sypialnia rozpływała jej się przed oczami. Ten telefon to potworny, okrutny żart. Zrobił go ktoś, kto chciał doprowadzić ją do ostateczności. Po omacku próbowała odłożyć słuchawkę, błądząc ręką po szafce. Śpij dziecinko i śnij dziecinko, bo szczęście tak krótko trwa. Złuda mija razem z nocą,
– Sprawdzę.
W jednej chwili wszedł w nią i zatracił się całkowicie, duchem i ciałem, w magii żony.

©2019 to-warstwa.pila.pl - Split Template by One Page Love